|
Wpisany przez red@ktor
|
|
niedziela, 06 września 2009 09:43 |
literaturze, tak, jak i w życiu, spotykamy różne wzorce. Kłopot w tym, że te wzorce rodzą się najczęściej z siły przebicia, postawy autorytarnej, jaką we wcześniejszych pracach nazwałem postawą tzw. "eksperta". Czytamy to, co jest znane, komentowane, głośne. Nierzadko twórca, który jest rozczytywany, zdobywa swą sławę albo przez kontrowersje albo przez wpływy na salonach. Wniosek: ten, który osiąga coś w literaturze, zdobywa to dzięki sile. Życie staje się terenem walki wszystkich ze wszystkimi, i nic dziwnego, skoro nie dość, że żyjemy w kulturze ekspertów, to na dodatek tylko ekspertów ktoś słucha.
|
|
Więcej…
|
|
|
Wpisany przez red@ktor
|
|
środa, 21 maja 2008 09:40 |
|
Po odegraniu największych ról życia, pozostaje w nas tylko jedna prawda, jedna lekcja wyniesiona z przemijania, którą Heidegger nazywał "byciem", ja zaś, potwierdzając to w swej filozofii i egzystencji, nazywam ją dobrem zmysłów (R.N.)
Malownicze mazury W cudownej jezior krainie Serce przyrody bije, jak dzwon. Tu szumią lasy nieprzebyte I wtórują im jeziora falujące. Mazurska kraino kwiecia i zieleni Ty serce uwalniasz od stresowych burz, Ciało umacniasz bogactwem przyrody Wieczorem myśli kierujesz ku gwiazdom. Mazurska noc, bajkową tworzy moc Nastraja do zadumy nad tym cudem Dodaje sił powabem swym Rozjaśnia umysł w gwiezdnym obrazie. Rankiem falowanie białych żagli Rozwija się na grzbietach fal Mknie po wodzie, jak skrzydła mew Kawalkada żeglarzy w siną dal. Obrazy, jak w kalejdoskopie Po mgłach porannych, złotem słońca zaiskrzy To przyroda tak żeglarzy nastraja I do marzeń aż do zachodu pobudza.
Większość osób związanych z naszym życiem kulturalnym (jeżeli nie wszyscy) zna Tadeusza Petera. Postrzegamy go przez pryzmat bogatej i obszernej literatury, w której historia i pasja literacka rzetelnej prozy, gra rolę wiodącą. Nie każdy wie jednak, że Tadeusz Peter jest również poetą. I to poetą szczególnym: chyba tylko u Tadeusz Klabuhna odnaleźć można tak silny związek z przyrodą, bliski tradycji romantycznej oraz wszelkiej mistyce świata widzialnego. Niekiedy Wojciech Borkowski powraca do świata zmysłów w swej poezji (pochwała miłości doczesnej); jednak szczególne cechy zodiakalnego wodnika prowadzą go wciąż do poszukiwania nowych form wyrazu. Tymczasem Tadeusz Peter i jego imiennik - Klabuhn potrafią rzecz szczególną: milczą - aby dotknąć. Gdy wreszcie rodzi się słowo, jest ono alegorią zapomnienia, którą tylko drzewa i ptaki zrozumieć mogą.
|
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez red@ktor
|
|
poniedziałek, 19 maja 2008 01:31 |
Arkadia poetyckiej prowincji - Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu
Nisza przenośni, nowe po staremu kwitnie Straszy książęca samotność poety, wokoło którego Słowa paziowie, tańczą taniec renesansowy Na pomoście życia między świtem a zmrokiem.
Niedzielność, gałgankami rymowanek w ustach Muzyczny kombajn pop kultury wykasza z pól Wypełnionych folklorem – dźwięki ludowej mazurskiej pieśni Królowa młodzieńczych snów, poezja
Upstrzona barwną przestrogą wrażliwości Neologizmy, mowy kwiaty, wyrastają Na skrzyżowaniu światła i gwaru Za okiennymi przestrzeniami
Tadeusz Klabuhn pozostaje wciąż poetą nieodkrytym. Wielu jest bowiem ostródzkich twórców bardziej zauważalnych od autora powyższego utworu i trzeba przyznać, że w dużej mierze wiąże się to z trudnością w odbiorze tekstów poetyckich Tadeusza Klabuhna i – o paradoksie! – z dużym poziomem jego wierszy. Omawiany autor ma co prawda w swoim dorobku utwory mniej zawiłe, bardziej przystępne i skierowane do przeciętnego odbiorcy, ale znawcy tematu otrzymują od niego nierzadko i taką perełkę, jak „Arkadia poetyckiej prowincji”. Czytając ten utwór należy się wgłębić, bardziej zastanowić i pogrążyć w „otchłań wizji poetyckiej”. Jednocześnie jednak autor pisze o rzeczach prostych, przyjaznych sercu i bliskich każdemu, kto potrafi dostrzec piękno także i w zjawiskach związanych z codziennością. I to chyba stanowi o dużej wartości tego utworu.
|
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez Rafał Niezgódka
|
|
czwartek, 15 maja 2008 09:56 |
|
Ostróda, jak wiemy, nie jest dużym miastem. Dla przykładu: w środowiskach twórczych jeden poeta zna drugiego poetę, tak, jak muzyk zna muzyka, a historyk historyka. Niekoniecznie przy tym poeci czytają innych poetów, a malarze chodzą na wystawy odbywające się w naszym centrum kultury. Obowiązek czytania poezji spoczywa na krytykach. A że ja sam nie uważam się za wielkiego twórcę, więc siłą rzeczy czytam, co mi w rękę wpadnie - i w takiej roli, roli krytycznego miłośnika poezji "nie mojej" chciałbym zaprezentować czytelnikom obraz rodzimej twórczości poetyckiej. Przede wszystkim: czym jest poezja? Czy każdy z nas posiada odrębną definicję tego rodzaju twórczości, czy może należałoby przed wypowiedzią krytyczną zaczerpnąć wiadomości z mądrych książek lub u naukowych autorytetów? Czy może poezji nie da się zdefiniować, jak sądził pewien młody człowiek na wieczorze autorskim Eligiusza Pieczyńskiego, dyskutując ze znawcami literatury? Refleksja o niepoznawalności słowa musi prowadzić do odkrycia logosu, do Słowa, na którym opiera się myśl humanistyczna, w której piękno myśli pozwala poznać to, co bezimienne - ale tego zabrakło w argumentacji wspomnianego przedstawiciela młodzieży. Eligiusz Pieczyński przeczytał natomiast kilka swoich utworów, rozdając tomiki ze swoimi wierszami - i te książki przejdą poza czas, będąc inspiracją dla potomnych, czego nie można powiedzieć o dyskusjach okołopoetyckich, jakich mimowolnie byłem świadkiem. Jeżeli chodzi o pamięć u spadkobierców naszej myśli, to kilku rodzimych artystów bez wątpienia wznosi się ponad swoją własną przemijalność. Dzieje się to na mocy ich słowa i pozostawionych dzieł (T. Klabuhn, W. Borkowski, bracia - bez skojarzeń - Pieczyńscy, B. Zamaro – Falińska, K. Ceglińska - Gliniewicz). Siłą rzeczy ich codzienne życie nie jest pozbawione dramatyzmu lub chociażby ponadprzeciętnej humanistycznej refleksji. Wspomniani twórcy mają nierzadko dumne poczucie horacjańskiego "non omnis moriar" (mimo braku profitów i gratyfikacji przeliczalnych na wartości mierzalne). Pamiętam, że niedawno, podczas dyskusji z T. Klabuhnem, poinformowałem go o tym, że mam kilka adresów nowych konkursów poetyckich, mówiąc: "Panie Tadku, warto wziąć w nich udział, jest do zdobycia wiele nagród pieniężnych". T. Klabuhn odpowiedział, że ważniejsze jest, czy nadesłane wiersze będą drukowane w książkach, czyli, czy po tej twórczości zostanie jakiś ślad. Proszę państwa, oto poeta!
|
|
Więcej…
|
|
Wpisany przez Rafał Niezgódka
|
|
wtorek, 13 maja 2008 05:43 |
|
Milczenie jako transcendencja epoki postmodernizmu, czyli „Zachód słońca w Milanówku” Jarosława Marka Rymkiewicza.
Jeżeli zgodzimy się z tezą – wysuniętą może nazbyt pospiesznie – że mianem „ponowoczesności” można scharakteryzować epokę i czas, w której nam, tu i teraz, przyszło żyć – to należałoby przypomnieć wytrwałym czytelnikom główne założenia tejże filozofii. A może nawet nie założenia – bo żyjemy wszak w czasach „zmierzchu ideologii” - ale raczej objawy i zewnętrzne symptomy tego sposobu postrzegania rzeczywistości. Nie chciałbym przy tym, aby kształt mego eseju przybrał nudny wymiar dłużyzny metafizycznej, która nie interesuje nikogo i nigdzie – bo jak już zauważono w „Fauście”, czymś, co ciągnie czytelnika do filozofii jest raczej rozpacz, niż rzeczywista potrzeba. Dlatego też moje niezwykle ciekawe uwagi będą dokonane pod kątem, który najoględniej rzecz ujmując można nazwać prostym. Tak jak proste stało się dla mnie przesłanie pana Jarosława Marka Rymkiewicza, czym chciałbym się teraz z czytelnikami podzielić.
|
|
Więcej…
|
|
|