Filozofowie robią się mądrzejsi tylko tak długo, jak długo sami nie uważają się za mądrych. Leszek Kołakowski |
12 lip |
|
- Urodziłam się i wychowałam w mieście, w Rzeszowie, tam też skończyłam studia pedagogiczne, grałam w teatrze amatorskim i tam powstawały pierwsze moje utwory. Piszesz wierszem i prozą, co Cię inspiruje? - Myśl o pisaniu najpierw poezji, a później prozy i prozy poetyckiej, tkwiła we mnie od zawsze. Odkąd pamiętam zawsze miałam swoje tajne notatniki, pamiętniki, gdzie zapisywałam pierwsze dziecinne wiersze i opowiadania. Z biegiem czasu potrzeba tworzenia gwałtownie we mnie narastała, wstąpiłam do koła młodych przy Związku Literatów Polskich w Rzeszowie, gdzie poznałam zarówno znanych i doświadczonych twórców, jak i mnie podobnych nowicjuszy. Tam doskonaliłam warsztat... Twoja praca zaowocowała tomikiem, który otrzymał dwie nagrody? - Tak,„Platonika”, to zbiorek 30 wierszy, za który otrzymałam nagrodę Młodych Talentów od Prezydenta Miasta Rzeszowa oraz nagrodę Gwoździa, za najciekawszy debiut książkowy. Prozę zaczęłaś tworzyć tutaj, w Ostródzie? - To prawda. Ogromna, przygniatająca mnie tęsknota za rodzinnymi stronami, bolesne zderzenie kultur i pełne rozczarowań pierwsze kroki w samodzielną przyszłość - wszystko to w żaden sposób nie mogło pomieścić się w wierszach. Czym się zajmujesz na codzień? - Teraz hoduję konie, gospodaruję, prowadzę zajęcia hipoterapeutyczne i jeździeckie. A twórczość, gdzie jest jej miejsce w Twoim życiu? - Nadal zdarza mi się pisać, częściej jednak w całym tym „agrobiznesowym” zamieszaniu trwam bezowocnie oczekując na muzę. Gdy muza zjawia się nareszcie, siadam do pisania. W mojej poezji i prozie jednak wciąż przewija się motyw koni: koń jako sposób na życie, koń jako diabeł, piekielna furia, a także koń jako opiekun, pocieszyciel, byt najwierniejszy i najbliższy mojemu. Skąd się wzięło zainteresowanie hipoterapią? - Konie były w moim życiu od zawsze - taka rodzinna tradycja - ale również sporo czasu i uwagi poświęcałam zawsze moim niepełnosprawnym przyjaciołom, najpierw jako wolontariuszka a później terapeutka... i tak te dwie przyjaźnie jakoś się połączyły czyniąc mnie hipoterapeutką. Jakie masz marzenia, plany na przyszłość? - Od czerwca tego roku przestałam być terapeutą „najemnym” i rozpoczęłam przygodę z hipoterapią na własną rękę, w stajni, w Rusi Małej koło Ostródy. To ciche spokojne i malownicze miejsce, wymarzone do zajęć terapeutycznych. Będą się one odbywać w tym właśnie miejscu przez co najmniej 12 miesięcy. Ponieważ w stajni, w Rusi Małej, jesteśmy wraz z przyjaciółmi i końmi tylko rezydentami, marzy mi się w przyszłości stworzenie własnego ośrodka hipoterapii, przy własnym gospodarstwie, oraz budowa krytej hali, na której zajęcia mogłyby się odbywać w każdych warunkach pogodowych. Na dzień dzisiejszy zarówno gospodarstwo jak i własny ośrodek hipoterapii, są jedynie rysunkami w projektach i wciąż coś staje na drodze odwlekając marzenia w czasie o kolejny rok. Zawsze jednak gdy ogarniają mnie złe emocje, zwątpienie lub żal, że inni dostali od losu więcej niż ja a ich marzenia spełniły się gładko i szybko podczas gdy ja wciąż nie mogę uwolnić się od swoich diabłów, powtarzam w myślach jak mantrę słowa św. Jana od Krzyża: Co jest dla Ciebie ważniejsze: twórczość czy hipoterapia? - Nie da się na to pytanie odpowiedzieć, bo te dwie pozornie różne rzeczy mają swój wspólny mianownik: twórczość jest moją terapią, a podczas zajęć hipoterapii prowadzonych przeze mnie dla innych, staję się sprawczynią wspaniałych emocji, wybuchów radości, gestów przyjaźni, nowych niezwykłych doświadczeń – a to niemal poezja. Dziękuję za rozmowę.
Powered by !JoomlaComment 3.25
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
|||||
| Poprawiony: sobota, 12 lipca 2008 09:27 |


