Filozofowie robią się mądrzejsi tylko tak długo, jak długo sami nie uważają się za mądrych. Leszek Kołakowski |
13 cze |
|
W takich sytuacjach dochodziło do czynienia gospodyni i gospodarzowi wielu złośliwości. Wilkołaki potrafiły wyprowadzić konie ze stajni na pole, lub zamknąć wejście do domu, że rankiem trudno było z domu wyjść, by dokonać obejścia zwierzyny i nakarmienia. Ale były i tego typu zdarzenia, że nocą straszono domowników. Wyglądało to tak, jakby diabeł latał wokół domu i łańcuchami trzaskał po murach domu. Ale były i takie noce, że nagle rozpętywała się straszna burza z gwałtownymi uderzeniami piorunów. Natomiast tym gospodyniom i gospodarzom, którzy wystawiali im jadło według ich życzenia pomagali w gromadzeniu dobytku. Ze wszystkich potraw, które wilkołaki najbardziej uwielbiały była jajecznica usmażona na boczku i cebulce.. Ten zapach roznosił się po całej zagrodzie, a nawet wychodził poza jej opłotki. Różne psoty czynione przez wilkołaki często wprowadzały mieszkańców w zakłopotanie. Jeden Mazur mieszkający nad jeziorem Śniardwy opowiedział mi bardzo dziwną historię, która zdarzyła się na jeziorze pewnego pięknego letniego popołudnia: nagle niebo pokryło się potężną chmura burzową. Jezioro Śniardwy jest wielkie i bardzo kapryśne. W czasie burz powstają na nim duże fale i żeglarze muszą o tym pamiętać, tym bardziej kajakarze, którym wtedy grożą natychmiastowe wywrotki. Także w czasie potężnego sztormu żeglarze też nie mają możliwości prowadzenia jachtów. W czasie takich burz widziałem wielokrotnie tego rodzaju tragedie ludzkie - mówił Mazur, który tu przez dziesięciolecia zamieszkiwał. Wie Pan, że po raz pierwszy widziałem, jak łódź z pasażerami pochłonęła wielka fala. Pomyślałem wówczas, że ci ludzie zginęli, ale jak się miało okazać, oni zostali uratowani. Jak się to stało tego nie zrozumieli uratowani, ani ja, ale wiem, że gdy łódź ginęła w odmętach fal, ja zawołałem dobre wilkołaki, które przez lata karmiłem. O dziwo, jak powiedziałem tak się stało. Wtedy zrozumiałem, że w życiu trzeba być dobrym człowiekiem i ile sił starcza pomagać tym wszystkim, którzy znajdą się w biedzie lub kłopocie trudnym do rozwiązania. Mnie życie nauczyło, że człowiek ma godnie postępować, być spolegliwym i w miarę swoich sił i możliwości służyć pomocą innym ludziom, a nawet przebiegłym i chytrym wilkołakom. Bowiem gdy inni je odpędzali z brzegów jeziora, ja im stawiałem na schodach domu od lat jajecznicę i to mi się sowicie opłaciło. Dlatego zapamiętałem bardzo ważne zdanie: ”Jeżeli ja pomogę innemu człowiekowi, to i on kiedyś mnie pomoże, gdy ja będę w biedzie lub kłopocie”. Ta opowieść starego Mazura dała mi wiele do myślenia i jednocześnie mnie przekonała, że dobro zawsze zwycięża zło i to nawet w sytuacji niewidzialnych wilkołaków, o których nasze babcie opowiadały przedziwne historie. Autorem opowieści jest Tadeusz Peter, Prezes Warmińsko – Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich. Zamieszczona legenda nie jest ostatnią prezentowaną w naszym serwisie.
Powered by !JoomlaComment 3.25
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| Poprawiony: piątek, 13 czerwca 2008 10:36 | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||



