Najlepszym sposobem czytania Agnieszki Osieckiej jest poddanie się drzemiącym w tych tomach melodiom, nastrojom i rytmom. Anna Nasiłowska |
11 wrz |
|
Jest piątek, pierwszy września 1939 roku – wojna, Niemcy napadli na Polskę. Garstka żołnierzy na Westerplatte broni się dzielnie i stawia opór wielokrotnie silniejszemu wrogowi. Wśród 200 obrońców Westerplatte był Jan Lelej od dziesięcioleci Ostródzianin, który bronił wartowni nr 5. Wróćmy jednak do drogi na Westerplatte młodego żołnierza. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku, uzyskaliśmy prawo do założenia Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte, lesistym półwyspie o powierzchni ,03 km kwadratowego. W dniu 9 grudnia 1925 roku Rada Ligi narodów podjęła uchwałę zezwalająca utrzymanie na Składnicy 88 żołnierzy Wojska Polskiego w celu jej ochrony. Liczne niemieckie prowokacje zwłaszcza faszystów z pod znaku Adolfa Hitlera na terenie Wolnego Miasta Gdańska spowodowały, że II RP i rząd postanowiły załogę powiększyć, dozbroić oraz przygotować na wypadek napaści Niemiec na Polskę. Stało się faktem w dniu 1 września 1939 roku we wczesnych godzinach rannych odezwały się działa z pancernika „Schlezwig, – Holstein” i na spokojny teren Westerplatte posypały się pociski artyleryjskie zwiastujące początek II wojny światowej. Rozpoczęło się istne piekło- jak wspomina Jan Lelej- Niemcy rozpoczęli natarcie nie tylko artyleryjskie, ale i naloty samolotowe oraz od strony południowo- zachodniej, rozbijając murek otaczający koszary. Oddziały wermachtu idące do ataku zaczepiały o zasieki z drutu kolczastego i to ułatwiało obrońcom Westerplatte prowadzenie ognia zaporowego, a o jego skuteczności świadczyło przedpole zasłane poległymi żołnierzami niemieckimi. Pierwsze natarcie zostało odparte. Niemcy wycofali się za mur i kontynuowali ostrzał artyleryjski. Ostrzał z morza był przeplatany natarciami z lądu. W dniu 2 września składnicę zaatakowało z powietrza 26 samolotów nieprzyjacielskich, które ponad 1 godzinę atakowały non stop pozycje polskie. W czasie bombardowania Jan Lelej wraz z kolegą otrzymali polecenie dowódczy obrony Westerplatte opuszczenia wartowni w celu zebrania odpowiednich gałęzi dla zamaskowania wartowni. Kiedy przeszli około 50 metrów usłyszeli wielki huk i obudził się dopiero na izbie chorych, gdyż wówczas stracił przytomność. Kiedy się obudził stał przy nim major Sucharski z kapitanem lekarzem Mieczysławem Słabym, a on na nodze miał założony gips. Teraz dopiero dowiedział się od majora Sucharskiego, że wartownia nr 5 została zmieciona z powierzchni ziemi po trafieniu w nią bomby dużego kalibru. W niej zginęło siedmiu jego kolegów. On natomiast przysypany ziemią został po prawie dwóch godzinach odnaleziony przez Franciszka Żołnika, który znalazł się w tym miejscu dość przypadkowo. On w tym czasie uznany już był za zmarłego, ale los tak nie chciał i Bóg miał go chyba w opiece, że przeżył. Kiedy poczuł się lepiej poprosił majora Sucharskiego o zgodę, by mógł dalej walczyć. Po naleganiach z jego strony po jakimś czasie major się zgodził. On i jego dwóch kolegów udało się na miejsce zniszczonej wartowni nr 5 i po wykopaniu dołu ustawili ckm, z której to pozycji nadal bronili dostępu do Składnicy. W dniu 4 września w nocy będąc na czujce w pobliżu toru kolejowego został otoczony przez grupę komandosów sprowadzonych specjalnie z Królewca . Ale mając kilka granatów udało się jemu wyrwać z tego okrążenia. W nocy z 5-6 września Niemcy wprowadzili do walki pociąg pancerny, przed którym jechały dwa wagony cysterny i za pomocą tych mieli zamiar spalić półwysep Westerplatte. Ale dzięki kolejarzom zatrudnionym na Westerplatte udało się wagony i cały pociąg wykoleić. Wagony płonęły do rana następnego dnia. Nam zaczęło brakować amunicji, wody pitnej i lekarstw. Prawie 50% obrońców było rannych. W tej trudnej sytuacji major Henryk Sucharski z bólem serca i w rozterce, ale stanowczo podjął decyzje o kapitulacji Składnicy. Tak brzmiały ostatnie słowa majora Henryka Sucharskiego, które do dziś brzmią mi w uszach: „podejmuję taka decyzje, ponieważ niejeden z was będzie potrzebny dla Polski”. Po wywieszeniu białych flag zapanowała cisza. Kim jest Jan Lelej, jeden z czterech żyjących obrońców Westerplatte, który w 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej liczy sobie 92 lata? Jan Lelej, urodził się 10 maja 1917 roku w Ugłach koło Wołożyna ( obecnie Białoruś) w rodzinie rolniczej. Z wykształcenia mechanik, przed II wojną światową zamieszkiwał z rodziną w województwie nowogrodzkim na Wileńszczyźnie. Po komisji wojskowej w 1938 troku otrzymał kategorię A i oczekiwał na kartę powołania do Wojska Polskiego. W lutym 1939 roku został wcielony do 86 Pułku Piechoty w Mołodecznie, który to pułk wchodził w skład 19 Dywizji Piechoty. Po przysiędze , którą złożył w dniu 3 maja 1939 roku napisał raport o skierowanie go do szkoły podoficerskiej. Raport rozpatrzono pozytywnie i 19 lipca 1939 roku wezwał go dowódca kompanii, gdzie był kapitan Wasilewski, który przeprowadził z nim rozmowę i zapytał go czy chciałby być oddelegowany do II* Pułku Strzelców Morskich w Gdyni. On po wyrażeniu zgody otrzymał rozkaz o oddelegowaniu. On i 19 jego kolegów pociągiem udali się do Wilna, gdzie z 85 pułku z Nowowilejki i 57 pułku z Lidy udali się przez warszawę do Gdyni z 40 innymi żołnierzami. W Gdyni na placu zbiórki podszedł do nich major Henryk Sucharski, komendant Wojskowej Składnicy Tranzytowej Westerplatte w Gdańsku. Dopiero wówczas zrozumiał on i jego koledzy, gdzie zostali oddelegowani. Niemcy jednak dokładnie pilnowali Składnicy na Westerplatte, by tam nikt się dodatkowo nie dostał. Aby się mogli dostać użyto podstępu. W każdą niedzielę 20 pracowników cywilnych, służby technicznej poprzebieranych w mundury wojskowe wypływało statkiem ze składnicy. Na lądzie mundury były oddawane oczekującym żołnierzom, którzy po przebraniu płynęli na Westerplatte. Na statku musiała zgadzać się ta sama liczba ludzi mundurowych z tymi samymi stopniami, gdyż w przypadku, gdyby się coś nie zgadzało, to Niemcy podnieśliby krzyk, że jest łamana uchwała Rady Ligi Narodów. Dlatego tak postępowano, by strona niemiecka nie zdołała zorientować się, że na teren Składnicy przybywa dodatkowo wojsko. I tak Jan Lelej opuścił Gdynię w kolejnej trzeciej grupie, którą tym samym sposobem na Westerplatte przewieziono. A jak wyglądała Składnica? Były tam koszary i pięć wartowni, kaplica i budynki gospodarcze. Była uzbrojona w jedno działo 75mm, 6 moździeży, 36 ckm, r-kmy, kilkanaście skrzynek granatów i niezbyt wielką ilość amunicji. To wszystko miało wystarczyć na 12 godzin obrony, czyli do czasu nadejścia pomocy z lądu i morza. I* tak na codziennych zajęciach upływał czas żołnierzom. W dniu 25 sierpnia 1939 roku przypłynął z kurtuazyjna wizytą niemiecki okręt „Schlezwig – Holstein”, który zakotwiczył naprzeciwko Westerplatte. Po upływie trzech dni, gdy okręt nie odpływał major Henryk Sucharski wydał rozkaz ostrego pogotowia, w czasie którego nie wolno było zdejmować munduru, tylko pas mógł być rozpięty. Na wypadek alarmu w ciągu trzech minut należało zająć wyznaczone pozycje. W dniu 31 sierpnia 1939 roku Jan Lelej wraz z ośmioma kolegami pod dowództwem plutonowego Adolfa Petzelta o godzinie 18,00 objął służbę wartowni nr 5, która była położona w odległości 150 metrów od koszar. Służbę mieli pełnić do godziny 18,00 dnia następnego. W dniu 1 września 1939 roku o godzinie 4,00 Jan Lelej w czasie obserwacji przedpola zauważył nad Gdańskiem rakietę. Nacisnął kontakt alarmowy i powiadomił o tym fakcie dowódcę wartowni nr 5. Po kilku minutach od tej rozmowy odezwały się działa z „Schlezwig - Holsteina” i tak się zaczęła II wojna światowa. Po kapitulacji trafił do stalagu, skąd w 1945 roku uciekł. Osiedlił się w Ostródzie i przez długie lata był tokarzem w Zakładach Naprawczych taboru Kolejowego w Ostródzie. W 1977 roku przeszedł na emeryturę. Mieszka w Ostródzie przy ul. B. Chrobrego. Szczególną troską otacza go żona Jadwiga Lelej, gdyż 92 letni Jan wymaga stałej opieki. Porucznik Jan Lelej został odznaczony Krzyżem Virtuti – Militari, Krzyżem Kawalerskim RP, orderami za udział w II wojnie światowej i innymi odznaczeniami. W 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej odwiedzili go: burmistrz miasta Ostródy, prezes ostródzkiego oddziału kombatantów, major Wójcik i delegacja wojskowych Ostródzkiego Garnizonu. Burmistrz miasta w imieniu mieszkańców i swoim własnym złożył mu gratulacje z okazji 92 lat i życzył mu długich i spokojnych lat życia u boku wspaniałej małżonki Jadwigi, która tak troskliwie się nim opiekuje. Tak oto po 70 latach od tamtych tragicznych zdarzeń w dniu 1 września 1939 roku z załogi ponad 200 obrońców Westerplatte pozostało ich zaledwie trzech: Jan Lelej, Władysław Stopiński i Ignacy Skowron, który był w dniu 1 września 2009 roku na uroczystościach 70 lecia wybuchu II wojny światowej na Westerplatte. W pierwszych dniach września zmarł Aleksy Kowalik, czyli ten czwarty z żyjących. Pozostali odeszli na wieczną wartę. Zbliżamy się do rocznicy 17 września, kiedy to Rosja Sowiecka napadła na Polskę, by wspólnie z Adolfem Hitlerem dokonać czwartego rozbioru Polski. Tych tragicznych dni II wojny światowej nie da się wymazać z pamięci ona musi trwać wiecznie, by nigdy więcej nie powtórzyły się straszne okropności tej największej z wojen światowych. Co wiemy o Westerplatte od lekarza Mieczysława Słaby? Prawdopodobnie lekarzem wojskowym został z przypadku. Studia medyczne ukończy we Lwowie. Po praktyce cywilnej w 1935 roku otrzymał propozycje wstąpienia do czynnej służby6 w Wojsku Polskim. Zgoda jego na taka propozycje wiązała się z wyższymi zarobkami. Mieczysław cenił mundur wysoko, był kapitanem od marca 1939 roku. W lipcu 1939 roku został odkomenderowany do 2 Morskiego Batalionu Strzelców w Gdyni- Redłowie i tak trafił do załogi Wojskowej Strażnicy Transportowej na Westerplatte. Tu pracy miał nie wiele, gdyż na Westerplatte przysyłano żołnierzy wysportowanych i sprawnych fizycznie, odpornych psychicznie i odpowiedzialnych. I tak kapitan Mieczysław Słaby został zakwaterowany 4 sierpnia 1939 roku w koszarach na pierwszym piętrze. Tu zorganizował prowizoryczna izbę szpitalną. Kiedy 1 września rozpętało się piekło na Westerplatte zaczęło szybko przybywać rannych. Z godziny na godzinę sytuacja stawała się coraz trudniejsza, a rannych wciąż przybywało. Na polecenie majora Henryka Sucharskiego kapitan M. Słaby zorganizował punkt opatrunkowy w suterynie koszar. W 2 dniu września przybyło kolejnych kilku ciężko rannych, a poległo 10 żołnierzy. Zaczynało brakować jałowych opatrunków. Radzono sobie przez rwanie prześcieradeł na pasy dla celów opatrunkowych. W ciągu trzech kolejnych dni przybywało rannych, część z nich po opatrzeniu wracała na pole walki. W dniu 7 września sytuacja stała się krytyczna i zgodnie z decyzją majora Henryka Sucharskiego o godzinie 10,15 wywieszono białą flagę z okna dawnego gabinetu lekarskiego. Co było dalej wiadomo… Po kapitulacji naczelny lekarz niemiecki zasalutował Mieczysławowi Słabemu i wyraził najwyższe uznanie dla tego, co on zrobił dla swoich rannych. Po kapitulacji wraz z innymi oficerami został ulokowany w Hotelu Centralnym w Gdańsku, następnie trafił nie do oflagu, a Stalagu I w Klein Dexen pod Królewcem. W obozie udzielał pomocy medycznej innym jeńcom oraz cywilom wywiezionym na roboty. Po pewnym czasie z powodu choroby żołądka został umieszczony w szpitalu więziennym w Królewcu, gdzie przebywał do końca wojny. W 1945 powrócił do Przemyśla. Zgłosił się do służby w Wojsku Ochrony Pogranicza (został awansowany do stopnia majora), pracował społecznie także w służbie zdrowia poza wojskiem (ubezpieczalnia, Szpital Miejski, szkoły). 1 listopada 1947 został aresztowany pod zarzutem rzekomego naruszenia tajemnicy wojskowej; prawdopodobnie został oskarżony o przynależność do organizacji W i N. Przez prawie miesiąc przetrzymywano go w Przemyślu, a następnie potajemnie wywieziono do Krakowa i osadzono w więzieniu na Montelupich. Zmarł po kilku miesiącach pobytu w areszcie śledczym; do jego śmierci przyczyniły się brutalne traktowanie w czasie przesłuchań, warunki więzienne i brak pomocy medycznej. Major Mieczysław Słaby zmarł 15 marca 1948 roku. Pochowano go bez wiedzy i udziału najbliższej rodziny na cmentarzu wojskowym w Krakowie przy ul. Prandoty. Po 42 latach od tamtych tragicznych wydarzeń, w wyniku postępowania rehabilitacyjnego, prowadzonego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową, major Słaby został oficjalnie oczyszczony ze stawianych mu zarzutów. Pośmiertnie odznaczono go Krzyżem Virtuti Militari oraz Medalem za Udział w Wojnie Obronnej 1939 roku. Tadeusz Peter Prezes Oddziału Warmińsko – Mazurskiego Stowarzyszenia Autorów Polskich Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. Ostróda, dnia 2009-09-08
Powered by !JoomlaComment 3.25
3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved." |
||||||||||||||
| Poprawiony: sobota, 12 września 2009 00:05 | ||||||||||||||



